23 kwi 2009

Zapal...

Dym... Trujący... zaćmiewający rozum.. dający chwilowy spokój...

Szła w przyjaciółkami.. ale nie była z nimi... Siedziała w swoim świecie... W świecie przepełnionym bólem, zdradą, nieufnością... jej serce nadal krwawiło... a czas nie leczył.. jedynie zrobił opatrunek... serce się nie leczy.. ono albo umiera... albo żyje...
- Weź zapal - ocknęła się ze swego świata... zobaczyła przed sobą dłoń i papieros... - zapal... będzie lepiej...
Targnęła przecząco głową... Nie chciała i nie miała zamiaru truć siebie..
-Jak nie to nie...
- Muszę zajść do sklepu - słowa były cudze.. ale to jej usta wypowiedziały...
Pożegnała się z przyjaciółkami...
Weszła do sklepu... nie wiedziała co tu robi.. wzięła trochę czekolady... już stała w kolejce.. gdy zobaczyła zapalniczkę.. jej uwagę pociągnął rysunek... to była scena miłosna.. diabełek całował aniołka... nie zastanawiała się... wzięła zapalniczkę i położyła obok czekolady... nie myśląc o tym co robi pociągnęła się za paczką papieros... trafiła na niewielkie opakowanie... na którym był rysunek róży... robiła wszystko machinalnie... nie myślała o tym, że nie ma dowodu osobistego... zapłaciła.. kasjerka nawet nie zapytała czy jest pełnoletnia... może, gdyby zapytała...
Wyszła ze sklepu nadal trzymając w rekach papierosy, zapalniczkę i czekoladę... Weszła do swego podwórka. siadła na huśtawkę... drżała z zimna... nie tego zewnętrznego... serce, które marzło w bólu dawało o sobie znać... otworzyła opakowanie... trochę trudu spowodowało wydobycie pierwszego papierosa... ale już miała go w zębach.. nie dotykała papierosa ustami.. przynajmniej starała się.. było dla niej to coś obrzydliwego... Rozejrzała się... było pusto... Trzymała zapalniczkę... czekolada wypadła jej z dłoni i leżała już na ziemi... Spoglądała na tą skazaną na stratę parę... jej kciuk drżał... właśnie miała nacisnąć spust i zabić kogoś... Pojawiła się iskra.. i natychmiast płomień... Spoglądała na płomień jak dziecko na nową zabawkę... człowiek może patrzeć ciągle na kilka rzeczy w tym świecie... ogień, woda, gwiazdy, niebo i oczy swej miłości.. lecz silniejszy powiew wiatru zgasił słaby płomyczek... Zapaliła znów.. przysunęła płomień bliżej twarzy... papieros się zwęglił.. wciągnęła jadowity dym i zaczęła się krztusić... kaszlnęła kilka razy i wciągnęła znów... I znów... w jakiś moment zrobiło się lekko w głowie... bo nie potrafiła myśleć... wypaliła papierosa do końca... ze łzami w oczach... i skruchą za zabójstwo w sercu... zwęglonym dymem...
Kiedyś jedynym sposobem leczenia ran było przypalanie ich ogniem...
przypaliła swoją ranę.. ale nie do końca... wrzuciła papierosy i zapalniczkę do torebki... podjęła ze śniegu czekoladę... poszła do domu...
Weszła cicho... położyła czekoladę na biurko młodszej siostry i poszła do swego pokoju... rozdzierała ją nienawiść do siebie i nienawiść do świata... że nikt ją nie powstrzymał...

- dlaczego tak zrobiłaś..? -

Stał w jej podwórku i patrzał na huśtawkę... i leżącego w śniegu dopalonego papierosa... Wybrał z kieszeni paczkę papierosów... otworzył... wziął zębami jednego z cylindrów ze śmiertelnym dymem... Wybrał zapalniczkę z jakąś nagą panienką... i zapalił...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz