27 kwi 2009

Światełka...

Migające światełka! Wszędzie, gdzie zwrócisz wzrok są one! jakie piękne...

Szedł pustym chodnikiem... zimny wiatr bawił się z jego lekkim ubiorem... było ciepło... i późno... miał tylko pięć godzin, aby wrócić do domu... wyspać się... i wyruszyć do szkoły...
Był zmęczony... obolały.. szedł z trudem schylając kolana, lecz szedł szybko... pewnym krokiem... od czasu do czasu popijając czarny płyn... słodki, z bąbelkami... "Light"... bo innego nie pije, gdy koście mu bolą... a dusza krzyczy... Co jakiś czas przeklinał głośno... nie kogoś konkretnego.. tylko świat.. za niesprawiedliwość... i siebie... za tchórzostwo i słabość... za ciągłe narzekanie... Za udawanie, że jest silnym... i rozczarowywanie ludzi... Zatrzymał się na moście... pod nim burzliwie płynęła rzeka... a wokół świeciły się galaktyki ziemskie... światła miasta... jedne migały... drugie powoli nabierały siły i znów gasły... trzecie palili się ciągle... świat kolorowych światełek go otaczał...
- takie coś... trudno opisać... szkoda, że nikt nie może ze mną cieszyć się tym widokiem - szepnął... jakby bojąc się, że jego głos może wystraszyć to stado świetlików...
Ruszył.. ale szedł teraz wolniej... nie przeklinał... nie popijał... tylko obserwował to cudowne widowisko nocnego miasta... chciał móc się podzielić z kimś tą chwilą... jednak nie mógł... był sam... a wszyscy spali... Zszedł z chodnika... wspiął się trochę na górkę.... położył się na trawie... i zachwycał się tym widokiem... gwiazdy i miasto... i trudno było powiedzieć co jest piękniejsze...
a w nim znów zamieszkała radość... ale nie na długo... przypomniał, że jednak czeka go szkoła... a to jest dziecinada... drobiazg.. bagatela... wstał z trudem... zmęczenie dawało o sobie znać... i znów ruszył chodnikiem...
W połowie drogi siadł na ławeczce, aby odpocząć... Chciał zająć czymś umysł... zapomnieć się... zaczął nucić jakąś starą melodię... a potem piosenkę... nie lubił jej.. ale to była jedyna, którą dobrze umiał na pamięć... zaśpiewał głośno... rozluźnił się.. "Hulaj duszo moja!" ...
- Co tu robisz...? - padło pytanie...
- ja..? - odwrócił się w stronę pytającego.. lecz nie odpowiedział...
Mógł oczekiwać wiele osób... ale nie jej... Siadła obok niego...
- Co tu robisz? - powtórzyła pytanie...
- Wracam z pracy... - rzekł cicho.. nie wierząc, że to ona...
- Pracujesz? Przecież do szkoły masz rano... - była zatroskana...
- E tam.. Potrzebuję kasy... a szkoła szkołą... przyjdę... - z trudem wiązał słowa...
- Nie zimno ci..? - objęła go jedną ręką...
- Nie... spoko... - odrzekł cicho... lekko się oparł o nią...
- Zmęczony jesteś bardzo..?
- E tam... Lepiej spójrz jakie piękne miasto... - nie mówił już wystarczająco głośno aby usłyszała...
Zapomniał o zmęczeniu... o dokuczającym bólu... o wszystkim.. czuł się szcześliwy.. w swój sposób... czuł się bezpieczny..
Czuła się potrzebna...
- Piękna noc...

Nie poszedł do szkoły...
ona też...

1 komentarz: