Migające światełka! Wszędzie, gdzie zwrócisz wzrok są one! jakie piękne...
Szedł pustym chodnikiem... zimny wiatr bawił się z jego lekkim ubiorem... było ciepło... i późno... miał tylko pięć godzin, aby wrócić do domu... wyspać się... i wyruszyć do szkoły...
Był zmęczony... obolały.. szedł z trudem schylając kolana, lecz szedł szybko... pewnym krokiem... od czasu do czasu popijając czarny płyn... słodki, z bąbelkami... "Light"... bo innego nie pije, gdy koście mu bolą... a dusza krzyczy... Co jakiś czas przeklinał głośno... nie kogoś konkretnego.. tylko świat.. za niesprawiedliwość... i siebie... za tchórzostwo i słabość... za ciągłe narzekanie... Za udawanie, że jest silnym... i rozczarowywanie ludzi... Zatrzymał się na moście... pod nim burzliwie płynęła rzeka... a wokół świeciły się galaktyki ziemskie... światła miasta... jedne migały... drugie powoli nabierały siły i znów gasły... trzecie palili się ciągle... świat kolorowych światełek go otaczał...
- takie coś... trudno opisać... szkoda, że nikt nie może ze mną cieszyć się tym widokiem - szepnął... jakby bojąc się, że jego głos może wystraszyć to stado świetlików...
Ruszył.. ale szedł teraz wolniej... nie przeklinał... nie popijał... tylko obserwował to cudowne widowisko nocnego miasta... chciał móc się podzielić z kimś tą chwilą... jednak nie mógł... był sam... a wszyscy spali... Zszedł z chodnika... wspiął się trochę na górkę.... położył się na trawie... i zachwycał się tym widokiem... gwiazdy i miasto... i trudno było powiedzieć co jest piękniejsze...
a w nim znów zamieszkała radość... ale nie na długo... przypomniał, że jednak czeka go szkoła... a to jest dziecinada... drobiazg.. bagatela... wstał z trudem... zmęczenie dawało o sobie znać... i znów ruszył chodnikiem...
W połowie drogi siadł na ławeczce, aby odpocząć... Chciał zająć czymś umysł... zapomnieć się... zaczął nucić jakąś starą melodię... a potem piosenkę... nie lubił jej.. ale to była jedyna, którą dobrze umiał na pamięć... zaśpiewał głośno... rozluźnił się.. "Hulaj duszo moja!" ...
- Co tu robisz...? - padło pytanie...
- ja..? - odwrócił się w stronę pytającego.. lecz nie odpowiedział...
Mógł oczekiwać wiele osób... ale nie jej... Siadła obok niego...
- Co tu robisz? - powtórzyła pytanie...
- Wracam z pracy... - rzekł cicho.. nie wierząc, że to ona...
- Pracujesz? Przecież do szkoły masz rano... - była zatroskana...
- E tam.. Potrzebuję kasy... a szkoła szkołą... przyjdę... - z trudem wiązał słowa...
- Nie zimno ci..? - objęła go jedną ręką...
- Nie... spoko... - odrzekł cicho... lekko się oparł o nią...
- Zmęczony jesteś bardzo..?
- E tam... Lepiej spójrz jakie piękne miasto... - nie mówił już wystarczająco głośno aby usłyszała...
Zapomniał o zmęczeniu... o dokuczającym bólu... o wszystkim.. czuł się szcześliwy.. w swój sposób... czuł się bezpieczny..
Czuła się potrzebna...
- Piękna noc...
Nie poszedł do szkoły...
ona też...
27 kwi 2009
23 kwi 2009
Zapal...
Dym... Trujący... zaćmiewający rozum.. dający chwilowy spokój...
Szła w przyjaciółkami.. ale nie była z nimi... Siedziała w swoim świecie... W świecie przepełnionym bólem, zdradą, nieufnością... jej serce nadal krwawiło... a czas nie leczył.. jedynie zrobił opatrunek... serce się nie leczy.. ono albo umiera... albo żyje...
- Weź zapal - ocknęła się ze swego świata... zobaczyła przed sobą dłoń i papieros... - zapal... będzie lepiej...
Targnęła przecząco głową... Nie chciała i nie miała zamiaru truć siebie..
-Jak nie to nie...
- Muszę zajść do sklepu - słowa były cudze.. ale to jej usta wypowiedziały...
Pożegnała się z przyjaciółkami...
Weszła do sklepu... nie wiedziała co tu robi.. wzięła trochę czekolady... już stała w kolejce.. gdy zobaczyła zapalniczkę.. jej uwagę pociągnął rysunek... to była scena miłosna.. diabełek całował aniołka... nie zastanawiała się... wzięła zapalniczkę i położyła obok czekolady... nie myśląc o tym co robi pociągnęła się za paczką papieros... trafiła na niewielkie opakowanie... na którym był rysunek róży... robiła wszystko machinalnie... nie myślała o tym, że nie ma dowodu osobistego... zapłaciła.. kasjerka nawet nie zapytała czy jest pełnoletnia... może, gdyby zapytała...
Wyszła ze sklepu nadal trzymając w rekach papierosy, zapalniczkę i czekoladę... Weszła do swego podwórka. siadła na huśtawkę... drżała z zimna... nie tego zewnętrznego... serce, które marzło w bólu dawało o sobie znać... otworzyła opakowanie... trochę trudu spowodowało wydobycie pierwszego papierosa... ale już miała go w zębach.. nie dotykała papierosa ustami.. przynajmniej starała się.. było dla niej to coś obrzydliwego... Rozejrzała się... było pusto... Trzymała zapalniczkę... czekolada wypadła jej z dłoni i leżała już na ziemi... Spoglądała na tą skazaną na stratę parę... jej kciuk drżał... właśnie miała nacisnąć spust i zabić kogoś... Pojawiła się iskra.. i natychmiast płomień... Spoglądała na płomień jak dziecko na nową zabawkę... człowiek może patrzeć ciągle na kilka rzeczy w tym świecie... ogień, woda, gwiazdy, niebo i oczy swej miłości.. lecz silniejszy powiew wiatru zgasił słaby płomyczek... Zapaliła znów.. przysunęła płomień bliżej twarzy... papieros się zwęglił.. wciągnęła jadowity dym i zaczęła się krztusić... kaszlnęła kilka razy i wciągnęła znów... I znów... w jakiś moment zrobiło się lekko w głowie... bo nie potrafiła myśleć... wypaliła papierosa do końca... ze łzami w oczach... i skruchą za zabójstwo w sercu... zwęglonym dymem...
Kiedyś jedynym sposobem leczenia ran było przypalanie ich ogniem...
przypaliła swoją ranę.. ale nie do końca... wrzuciła papierosy i zapalniczkę do torebki... podjęła ze śniegu czekoladę... poszła do domu...
Weszła cicho... położyła czekoladę na biurko młodszej siostry i poszła do swego pokoju... rozdzierała ją nienawiść do siebie i nienawiść do świata... że nikt ją nie powstrzymał...
- dlaczego tak zrobiłaś..? -
Stał w jej podwórku i patrzał na huśtawkę... i leżącego w śniegu dopalonego papierosa... Wybrał z kieszeni paczkę papierosów... otworzył... wziął zębami jednego z cylindrów ze śmiertelnym dymem... Wybrał zapalniczkę z jakąś nagą panienką... i zapalił...
Szła w przyjaciółkami.. ale nie była z nimi... Siedziała w swoim świecie... W świecie przepełnionym bólem, zdradą, nieufnością... jej serce nadal krwawiło... a czas nie leczył.. jedynie zrobił opatrunek... serce się nie leczy.. ono albo umiera... albo żyje...
- Weź zapal - ocknęła się ze swego świata... zobaczyła przed sobą dłoń i papieros... - zapal... będzie lepiej...
Targnęła przecząco głową... Nie chciała i nie miała zamiaru truć siebie..
-Jak nie to nie...
- Muszę zajść do sklepu - słowa były cudze.. ale to jej usta wypowiedziały...
Pożegnała się z przyjaciółkami...
Weszła do sklepu... nie wiedziała co tu robi.. wzięła trochę czekolady... już stała w kolejce.. gdy zobaczyła zapalniczkę.. jej uwagę pociągnął rysunek... to była scena miłosna.. diabełek całował aniołka... nie zastanawiała się... wzięła zapalniczkę i położyła obok czekolady... nie myśląc o tym co robi pociągnęła się za paczką papieros... trafiła na niewielkie opakowanie... na którym był rysunek róży... robiła wszystko machinalnie... nie myślała o tym, że nie ma dowodu osobistego... zapłaciła.. kasjerka nawet nie zapytała czy jest pełnoletnia... może, gdyby zapytała...
Wyszła ze sklepu nadal trzymając w rekach papierosy, zapalniczkę i czekoladę... Weszła do swego podwórka. siadła na huśtawkę... drżała z zimna... nie tego zewnętrznego... serce, które marzło w bólu dawało o sobie znać... otworzyła opakowanie... trochę trudu spowodowało wydobycie pierwszego papierosa... ale już miała go w zębach.. nie dotykała papierosa ustami.. przynajmniej starała się.. było dla niej to coś obrzydliwego... Rozejrzała się... było pusto... Trzymała zapalniczkę... czekolada wypadła jej z dłoni i leżała już na ziemi... Spoglądała na tą skazaną na stratę parę... jej kciuk drżał... właśnie miała nacisnąć spust i zabić kogoś... Pojawiła się iskra.. i natychmiast płomień... Spoglądała na płomień jak dziecko na nową zabawkę... człowiek może patrzeć ciągle na kilka rzeczy w tym świecie... ogień, woda, gwiazdy, niebo i oczy swej miłości.. lecz silniejszy powiew wiatru zgasił słaby płomyczek... Zapaliła znów.. przysunęła płomień bliżej twarzy... papieros się zwęglił.. wciągnęła jadowity dym i zaczęła się krztusić... kaszlnęła kilka razy i wciągnęła znów... I znów... w jakiś moment zrobiło się lekko w głowie... bo nie potrafiła myśleć... wypaliła papierosa do końca... ze łzami w oczach... i skruchą za zabójstwo w sercu... zwęglonym dymem...
Kiedyś jedynym sposobem leczenia ran było przypalanie ich ogniem...
przypaliła swoją ranę.. ale nie do końca... wrzuciła papierosy i zapalniczkę do torebki... podjęła ze śniegu czekoladę... poszła do domu...
Weszła cicho... położyła czekoladę na biurko młodszej siostry i poszła do swego pokoju... rozdzierała ją nienawiść do siebie i nienawiść do świata... że nikt ją nie powstrzymał...
- dlaczego tak zrobiłaś..? -
Stał w jej podwórku i patrzał na huśtawkę... i leżącego w śniegu dopalonego papierosa... Wybrał z kieszeni paczkę papierosów... otworzył... wziął zębami jednego z cylindrów ze śmiertelnym dymem... Wybrał zapalniczkę z jakąś nagą panienką... i zapalił...
21 kwi 2009
ŚpIę!

<-- tak wyglądam, gdy śpię :D przynajmniej tak to wyglądało dwa lata temu ^^ ech..
znów mam te sny... wiecie.. takie po których się budzisz i nie wiesz czy masz się śmiać czy płakać... ech ^^' nic.. I will survive :D
byłbym wdzięczny, gdyby ktoś poczytał te krótkie opowiadanka.. nie wiem jak ich nazwać...
- Powiedz mi prawdę w końcu... - rzekł łapiąc ją za rękę
- Puszczaj! - wyrwała się z jego uścisku - Zostaw mnie w spokoju.
- Nienawidzisz mnie?
Spojrzała na niego.. po raz pierwszy od kilku dni spojrzała w jego oczy... te wesołe oczy, które cieszyły ją, gdy było ciężko na sercu... teraz nie znała tych oczu... były obce... Nie wiedziała co może odpowiedzieć... Jej serce drżało... Ale nie chciała tego pokazać... Nie chciała by widział, że jest w rozpaczy... nie mogła sobie tego pozwolić... nie przy nim... nie teraz... Odwróciła się i pobiegła... A on stał na miejscu...
- Kocham cię...
Było zimno... Śnieg... Wiatr.. brak słońca...
...
Biegła szybko... nie oglądała się... po jej policzkach płynęły łzy... Nie patrzyła, gdzie biegnie... Pośliznęła się i padła na białą poduszkę ze śniegu... siadła klękając... Była cała w śniegu... Nie zwracała na to uwagi... Płakała... Przeklinała ten świat.. Przez łzy zobaczyła jak śnieży... ze zdziwieniem spoglądała na padające śnieżynki.... Zapomniała o wszystkim... Uniosła wzrok do góry... wszędzie panowała biel...
- Pada śnieg... - uśmiechnęła się lekko...
(nieciekawie, nie?)
- Puszczaj! - wyrwała się z jego uścisku - Zostaw mnie w spokoju.
- Nienawidzisz mnie?
Spojrzała na niego.. po raz pierwszy od kilku dni spojrzała w jego oczy... te wesołe oczy, które cieszyły ją, gdy było ciężko na sercu... teraz nie znała tych oczu... były obce... Nie wiedziała co może odpowiedzieć... Jej serce drżało... Ale nie chciała tego pokazać... Nie chciała by widział, że jest w rozpaczy... nie mogła sobie tego pozwolić... nie przy nim... nie teraz... Odwróciła się i pobiegła... A on stał na miejscu...
- Kocham cię...
Było zimno... Śnieg... Wiatr.. brak słońca...
...
Biegła szybko... nie oglądała się... po jej policzkach płynęły łzy... Nie patrzyła, gdzie biegnie... Pośliznęła się i padła na białą poduszkę ze śniegu... siadła klękając... Była cała w śniegu... Nie zwracała na to uwagi... Płakała... Przeklinała ten świat.. Przez łzy zobaczyła jak śnieży... ze zdziwieniem spoglądała na padające śnieżynki.... Zapomniała o wszystkim... Uniosła wzrok do góry... wszędzie panowała biel...
- Pada śnieg... - uśmiechnęła się lekko...
(nieciekawie, nie?)
19 kwi 2009
Drżała w jego ramionach... czuł jak jego koszulka staje się mokra od jej łez... tulił ją do siebie... a ona... ona... ona pragnęła tego, aby ktoś ją teraz trzymał.. tulił... pocieszał... Czuł jakąś odpowiedzialność... nie mógł pozwolić, aby ona płakała... wiedział, że nikt nie jest wart jej łez... jednak ona roniła je... wiele... Ludzie mijali ich.. gapili się... krytykowali... Nie wiedział co ma robić... jedyne co mógł... to tulić ją... aby nie czuła się zapomnianą... pozostawioną na zapomnienie... Przecież zaufała... otworzyła serce... duszę... zaufała całkowicie... a jednak... została wykorzystana... Żyje w okrutnym świecie... otworzyła duszę i rzuciła się w ogień z nadzieją, że przejdzie... jednak ogień złapał ją... spalił... niecałą.. tylko serce... i... zapewne część zaufania... już nikomu nie będzie potrafiła tak zaufać...
"Nie płacz już..." szeptał głaszcząc jej główkę...
"Przepraszam... Usmarkałam ci koszulkę..." cicho chlipała... zatrzymała się... podciągnęła nosem... i znów się rozpłakała... jeszcze mocniej...
"Put me to sleep Evil Angel..." usłyszała...
"Nie... nie!" krzyknęła...
Siadła na łóżko... cała w łzach... poduszka była mokra...
"Cholera... Sen..." wyłączyła budzik...
Siedziała długo w ciszy... Bez żadnych myśli... tylko siedziała... Westchnęła głęboko... Wstała... W łazience było ciepło... puściła gorącą wodę... umyła twarz... i długo patrzyła na siebie w lustrze...
"Jestem żałosna..." zaśmiała się...
Nabrała wody do ust... i plunęła w swe odbicie... Spojrzała na zegar.. miała jeszcze sporo czasu... Zrzuciła z siebie piżamę... Weszła pod strumień ciepłej wody.. umyła się... owinęła się pomarańczowym ręcznikiem... wróciła do swego pokoju... Telefon wibrował... Otrzymała sms...
"cześć ^^ jak się spało? mam nadzieję że nie obudziłem ^^' "
Uśmiechnęła się lekko...
"Jest miły..." pomyślała pisząc odpowiedź...
"Może spróbować z nim..?" rzekła jakby nie będąc sobą... jakby to ktoś inny rzekł to jej ustami...
"Nie. Nie chce uciekać do zamiany." usunęła tekst... nie wysłała odpowiedzi...
"Nie płacz już..." szeptał głaszcząc jej główkę...
"Przepraszam... Usmarkałam ci koszulkę..." cicho chlipała... zatrzymała się... podciągnęła nosem... i znów się rozpłakała... jeszcze mocniej...
"Put me to sleep Evil Angel..." usłyszała...
"Nie... nie!" krzyknęła...
Siadła na łóżko... cała w łzach... poduszka była mokra...
"Cholera... Sen..." wyłączyła budzik...
Siedziała długo w ciszy... Bez żadnych myśli... tylko siedziała... Westchnęła głęboko... Wstała... W łazience było ciepło... puściła gorącą wodę... umyła twarz... i długo patrzyła na siebie w lustrze...
"Jestem żałosna..." zaśmiała się...
Nabrała wody do ust... i plunęła w swe odbicie... Spojrzała na zegar.. miała jeszcze sporo czasu... Zrzuciła z siebie piżamę... Weszła pod strumień ciepłej wody.. umyła się... owinęła się pomarańczowym ręcznikiem... wróciła do swego pokoju... Telefon wibrował... Otrzymała sms...
"cześć ^^ jak się spało? mam nadzieję że nie obudziłem ^^' "
Uśmiechnęła się lekko...
"Jest miły..." pomyślała pisząc odpowiedź...
"Może spróbować z nim..?" rzekła jakby nie będąc sobą... jakby to ktoś inny rzekł to jej ustami...
"Nie. Nie chce uciekać do zamiany." usunęła tekst... nie wysłała odpowiedzi...
18 kwi 2009
Widział ją co dzień, ale nigdy nie myślał o tym, że zobaczy ją taką. Stała przed nim... naga... Młode kobiece kształty okrywał pomarańczowy ręcznik.. czuł jak serce mu bije coraz mocniej i mocniej, oddech jest bardziej częsty i płytki... Poczuł jak po skórze przebiegły mrówki... Podeszła bliżej.. On drżał.. ze strachu i z podniecenia... nigdy w życiu nie widział takiego piękna... Spojrzała mu w oczy z uśmiechem... dotknęła jego dłoni... drugą głaskała jego policzek... czuł to ciepło.. to ludzkie ciepło... stał w bezruchu... w obawie, że, gdy się poruszy, ta osóbka zniknie... Położyła jego dłoń na swoich biodrach... Czuł jak instynkt ciągnie go wykorzystać moment.. chwycić ją mocniej... ściągnąć z niej ręcznik... poczuć jak jej ciało drży... ciągnął go instynkt.. ale nie chciał psuć tej chwili.. chwili, o której marzył od dawna... może nawet od zawsze... Uśmiechała się... przytuliła swój policzek do jego... i coś szeptała mu do ucha.... gdy zrozumiał co szepcze.. zrozumiał... "... scream or rejoice, let's make that noise, Either move or we will all be destroyed!"...
- Cholera! - wskoczył z łóżka. Złapał komórkę i chciał już walnąć ją o ścianę, gdy się opamiętał. Spokojnie wyłączył budzik i poszedł... Dziś znów zobaczy ją... a to był tylko sen...
- Cholera! - wskoczył z łóżka. Złapał komórkę i chciał już walnąć ją o ścianę, gdy się opamiętał. Spokojnie wyłączył budzik i poszedł... Dziś znów zobaczy ją... a to był tylko sen...
17 kwi 2009
Siedziały w dołku dwa aniołki.. szkoda, że nie w tym...

No i witam ^^'
nie mam żadnych ciekawych wiadomości.. bo cóż.. nudny ten świat jest... a ja znów siedzę w dołku.. nie wiem dlaczego.. mam tak czasem... bez przyczyny i na długo...
ja tu popłacze sobie.. a potem możecie mnie osądzić...
"kolejny dzień.. kolejna stracona chwila..
kolejny oddech.. kolejne spojrzenie...
czy to ma sens? mam nadzieję... a jak nie... to użycz mi rewolwera...."
JB
kim ja jestem w tym świecie? zapewne nikim o kim warto pamiętać... co pozostawię po sobie? hm.. lepszy świat? nie będzie tyle złości i nienawiści.. bo nadal czuję ten ból w sercu... nadal nie potrafię zasnąć... mimo, że tulę swego pluszaka.. raczej jej pluszaka... ale nie mam innego... emo? może.. brakuje mi tylko kilka cięć na nadgarstku.. i włosów uczesanych na "emo"...
co ja pierdolę..
ze mnie nawet emo nie może być.. jestem jakimś nie normalnym ufoludkiem... potworem może... no wiecie jak Goku z DBZ.. on był ufoludkiem i zamieniał się w takiego ogromnego goryla... no to ja jestem takim gorylem ciągle.. tylko nie niszczę świata.. a sobą niszczę innych... przeze mnie wpadają do dołów... tracą wiarę w siebie... i trudniej im żyć, gdy ja jestem...
emo? no chyba..
lgnę do ciepła.. do zwykłego ludzkiego dotyku.. do możliwości przytulić kogoś.. do wiary, że jest ktoś... do pewności, że nie jestem sam... do nadziei, że nie będę sam już nigdy...
bajka? no...
kiedyś chciałem pomagać innym... pomagałem jak potrafiłem... a teraz.. pomóżcie mi... tylko tyle proszę... trochę ciepła.. czyżby to tak wiele?
"lisek zawrócił... wiedział, że już tu go nikt nie czeka.. mimo, iż słyszał przyjazne miauczenie.. ale wiedział... że nie będzie już mógł wylizywać jej futerka... zawrócił... i szedł.. przeklinając tą kicię co oswoiła go... potem uczucia znikły... nastąpiła pustka... znów został dzikim lisem... nie zbliżaj się do niego... ugryzie... porwie cię na strzępy... i zapłacze cichutko..."
16 kwi 2009
Kurde...
ech... ^^' witam ponownie...
co mogę powiedzieć? raczej nic..
otrzymałem 8/10 z zaliczki z litewskiego.. no cóż... mogłem lepiej...
Jakoś nie wiem co się dzieje wokół mnie.. jestem w takim gównie może... jakoś... ech.. może to stres... a może nie.. jakiś wybity z równowagi całkowicie... koniec.. kropka.
15 kwi 2009
Dziękuję...

Hejka :)
no to wysłowiłem się na zaliczce, więc już jestem spokojny ^^ następna zaliczka będzie we wtorek, a potem we czwartek :) więc mam czasu... Byłem w konsulacie ^^ trochę uspokoiłem nerwy na konto zbierania tych dokumentów i w ogóle ^^
a gdy wyszliśmy z konsulatu (byłem z Inesą [koleżanka z klasy i naprawdę wspaniała osóbka]) to zaczęliśmy sobie śpiewać :) no normalnie jak dzieci z podstawówki :D ale było fajnie :) taki luz po wszystkich nerwach ^^ i tu właśnie wytłumaczę dlaczego "Dziękuję..."
no, bo spotkałem na świecie wiele osób, którym chciałbym podziękować ^^ no cóż... wszystkich nie wymienię.. ale wymienię tych, którzy mnie ucieszyli dziś... ^^
Inesie dziękuję za wytrwałość ze mną i za to, że potrafi mnie zrozumieć.. czasem :D jest naprawdę wspaniałą osobą ^^ (szczególnie uroczo wyglądała dziś z tym duzim lizakiem =^-^=)
Ewelinie dziękuję za to, że jest blisko i potrafi mnie podtrzymać, gdy świat się zawala ^^
BlackBird... ech... gdybym miał wypisać wszystko za co jestem Jej wdzięczny, to chyba zabrakłoby miejsca w internecie :D no a jeżeli tak na serio... to dziękuję Jej za te wszystkie słowa i za to, że nigdy nie zostawia mnie samego ^^ potrafi pocieszyć słowem i postawić na nogi :) i dać kopa, gdy trzeba ^^ no i jestem wdzięczny za to, że się męczy z moimi bazgrołami..
a teraz pójdzie taka dziwna lista dziękowania :D
Pani Krystyna (pani od matematyki) ... chciałbym Jej podziękować, że potrafiła mnie postawić na miejsce i dać do zrozumienia, że trzeba się uczyć ^^ i dziękuję za list charakteryzujący ^-^
Pan Michał (pan od fizyki)... no to pan jest swoim druhem :) zawsze może pożartować i pomóc ^^ można na niego liczyć... więc dziękuję Mu za to ^^
dziwna lista, nie?... no cóż... obcuję przeważnie z dziewczynami.. bo.. nie wiem.. łatwiej z nimi znaleźć wspólny język? może.. chłopacy są dla mnie dziwni... czasem nie potrafię ich zrozumieć... tego ich gorylowania... -.-" e tam...
co tu jeszcze dodać..? nie wiem.. jakiś dziwnie fajno smutny dzień mam... ^^' trochę mi się wszystko miesza...
Mama zawsze się do mnie czepia, że nie mówię co się dzieje w moim życiu.. więc staram się opowiadać co i kiedy... no ale ona nie słucha! >,<" opowiadasz, opowiadasz, a potem za jakiś czas mówi, że nic o tym nie opowiadałem... no fajnie... przyniosłem dziś dokumenty z konsulatu do wypełnienia... no i pokazałem... to ona nawet nie zechciała czytać... no rozumiem, że zmęczona jest.. ale ja też bywam zmęczony i wtedy ona się czepia do mnie, że czemu nic nie opowiadam... No i siostra... ostatnio mnie dobija z tym, że mam iść pracować.. a ona (ma 23lata) to nigdzie nie pracuje, mimo że mam ukończony uniwersytet na medycynę... nie będę mówił kierunku, bo trudny do zrozumienia.. ona nie pracuje.. ale według jej ja muszę... bo ja wyjeżdżam i muszę sobie laptopa kupić za swoją kasę... a dla niej laptop kupił ojciec... przed tym stacjonarny komputer to kupiła mama... ten stacjonarny to ja ciągle udoskonalałem... i co wkurza najbardziej.. ona dotychczas wrzeszczy, że ten stacjonarny to jej komputer... mimo iż nie włożyła ani grosza... >,<"
o ojcu pomilczę... bo on też milczy.... jest wkurzony na nas to milczy... nam od tego lepiej... nie musimy słuchać jego głupstwa..
ech.. idiotyzm nie?
14 kwi 2009
TEAM-WORK

Znów ja :)
A więc.. powrót do szkoły dziś... całkiem się nieźle zaczynało.. dopóki Cezary przybył (człowiek z klasy) i spieprzył humor.. wrr -.-"
NO ale nieważne..
Jeszcze coś o czym zapomniałem napisać, to jest.. zawsze planuję... moje plany są dokładne.. jeżeli coś idzie nie tak jak w planie... tracę orientację.. nie potrafię znaleźć wyjścia... no i miałem plan.. na studia.. w sensie gdzie będę próbować wstępować.. no i... pan C mi spierdolił humor ze swoim wymądrzaniem się na konto uniwersytetów... "Jagielloński nie jest dobry dla informatyków" ... taaa.. tylko dlatego, że on nie chce mnie widzieć i sam chce go Jagiellońskiego... ja też go nie chce widzieć.. ale mu nie przeszkadzam w wyborze... "Kolega postąpił do Łodzi, a potem go przeniesiono do Warszawy. Tam są dobzi informatycy" <-- to zdanie powtórzył chyba z 10 razy -.-" wpierdoliłbym mu tapkiem w ryj... Ech... Życie jest wkurzające.. a sny koją... miałem dziś taki sen, że.. wiecie... może to był mój plan na przyszłość... kurde! nie plan! marzenie.. niech będzie marzenie... ^.^ śniłem, że pracowałem w drużynie... mieliśmy projekt.. i wszyscy pracowali zgranie... nie byłem głową tej grupy... tylko częścią... ale.. ^^ wszyscy pracowali tak zgranie :) że aż miło patrzeć.. boże.. szkoda, że tak w rzeczywistości nie bywa... ech.. no ale to nie ważne ^^ wystarczy, że to było marzenie... no i się pochwalę ^^ albo... nie wiem jak to nazwać ^^' jutro mam zaliczkę ustną z litewskiego ( tak, tak, mieszkam w Litwie przecież!) no i... z próbnego otrzymałem 9/10 czyli całkiem fajnie =^.^= jeżeli jutro otrzymam tyle samo albo troszkę mniej ^^ to byłbym szczęśliwy ^^' wiem, że pisemny egzamin pójdzie w pi.... piaskownicę... ~c(: ale postaram się ^^ i może napiszę jak każdy przeciętny ^^ i będzie dobzie ^^ no i chyba tyle ^^ do zobaczenia ^^ p.s. lubię zdrobnienia ^^
13 kwi 2009
Burza! =^.^=
Hejo ^^Mam dzisiaj wielką burzę humorów i jedna z nich spowodowała, że mam zamiar napisać bloga ^^ to nie jest mój pierwszy blog.. no ale ^^ może ten się uda :)
A więc tak dla ciekawskich...
Mam na imię Jarek ^^ (ale nie Jareczek! w życiu! >,<") . Mam 18 lat (stary, prawda? ^^') mieszkam na Litwie (to takie małe państewko nad Polską.. i NIE, TO NIE JEST ROSJA! ~c[:
Miałem w życiu swe szczęśliwe i smutne chwile ^^ nie wiem których było mniej ^^ ale jaka różnica? ^^ życie trwa bez względu na takich drobnych ludzi jak ja, więc czasem trzeba po prostu się uśmiechnąć.. i niech życie zgaduje: czy uśmiechasz się, czy szczerzysz kły :)
Chyba pytacie siebie dlaczego "lis"?
nigdy nie potrafiłem odpowiedzieć na to pytanie. Wykręcałem się różnie. Mówiłem, że to są miłe zwierzęta, że mi się podobają, że są czymś między kotem a psem :) a tak rzeczywiście...
zaczęło się od anime i mangi.. w Japonii lisy są przedstawiane jako demony (najczęściej bardzo mocni i negatywni). To mi się spodobało.. no i z Naruto pojawiło się moja pierwsza "lisowa" ksywa "KYuuBi", może niektórzy mnie znają pod tą ksywą ^^ potem.. no cóż.. byłem liskiem dla swej kici.. no to (nie) ważne... wtedy się pojawiła ta asocjacja z lisem z Małego Książę... być oswojonym... odpowiedzialność...
Potem były różne mieszaniny... JBKYuuBi, KiTsune, JBKiTsune, Foxer itp (JB to inicjały xp)..
Aż w końcu zostałem po prostu liskiem... nie potrzebuje, aby mnie nazywali liskiem.. wystarczy, że będą wiedzieli ^^
I to chyba tyle co chciałbym powiedzieć.. nie wiem do czego będzie służyć ten blog.. może to będzie mój jedyny wpis ^^ a jak nie.. no to mam nadzieję, że odszukam ludzi chętnych do czytania :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)